Zapraszamy do relacji z pierwszych dni zawodów, przygotowanej przez Artura Łończuka

Relacja z dwóch pierwszych dni RZS Lisie Kąty 2015. Pierwszy dzień zawodów upłynął pod znakiem uciekającej pogody. Gdy trwały starty ziemne niebo usłane było pięknymi rojami cumulusów, lecz z biegiem czasu wysychały one i spóźnialscy musieli przelecieć nad „stumilowym lasem“ na blaszce i nielicznych chmurkach. Noszenia miały jednak duży zasięg, a trasy były krótkie toteż wszyscy zawodnicy z obu klas sprostali temu zadaniu i powrócili na lotnisko a prędkości zwycięzców – ponad 100km/h w klasie klub A i 78 w klub B świadczyły o tym, że lot nie sprawiał większych trudności.

 

Drugi dzień stał pod większym znakiem zapytania. Prognozy dawały różne możliwości rozwoju termiki, a nad gridem niemal sześćdziesięciu szybowców wisiało błękitne niebo bez żadnych oznak termiki. Wysłana w powietrze sonda zgłosiła jednak kontakt z noszeniami, więc po godzinie 12 rozpoczęły się starty. Masa powietrza była dość przegrzana, toteż zawodnicy stojący z tyłu mogli podziwiać jak Ci, którzy już są w powietrzu utrzymują „holding“ w słabych kominach na małej wysokości. Dopiero po godzinie trzynastej słońce nagrzało ziemię jeszcze bardziej i pojawiły się pierwsze chmurki – za to od razu na dwóch tysiącach metrów. Termika późny start zrekompensowała wysokością i siłą noszeń, które po godzinie 14.30 osiągnęły 2500metrów i prędkość do 4m/s. Tego dnia pomimo dłuższych zadań prędkości zwycięzców były jeszcze większe, 105km/h w klubach A i 99km/h w klasie klub B.

z lotniczymi pozdrowieniami
Artur Łończuk

11836615_961325017268262_1250109740_o 11827090_961325013934929_1645554573_o 11847392_961325033934927_954084754_o