News

Opublikowano Sierpień 2nd, 2015 | przez Tomasz Stępniewski

0

Ostrów Glide – relacja Bartosza Pawlika

Zapraszamy do prześledzenia relacji Barka Pawlika z niedawno rozegranych zawodów “Ostrów Glide”.
Bartek i cały Team – gratulujemy i życzymy dalszych sukcesów Uśmiech!

Relacja Bartka Pawlika

Zachęcony świetnymi pogodami w ubiegłorocznej edycji, postanowiłem spróbować swoich sił na zawodach szybowcowych w Ostrowie Wielkopolskim. Na zawody szykowała się silna reprezentacja Aeroklubu Nadwiślańskiego: W klasie Klub-A Tomek Hornik na kadrowym Brawo BZ, Artur Łończuk na Jantarze KM, Krzysiek Kotarski na ASW-19 J1, w klasie Otwartej Marek Chamera na Ventusie CZ oraz Grzegorz Łubkowski na DG-600 SU. W klasie Klub-B Alex Banaś na Juniorze 5K i ja na 7K.

DSC_2437
Typowy Hornik 🙂

Przed samym wyjazdem zrobiliśmy odprawę meteo.
-No chłopaki, chyba wam odpoczną wątroby w tym Ostrowie, podsumował z satysfakcją Jamaj. Warunki pogodowe na nadchodzący tydzień zapowiadały się bardzo optymistycznie. Zapakowałem Juniora na wózek i skierowałem się w kierunku lotniska w Michałkowie.

I konkurencja

Zadaniem pierwszego dnia zawodów była krótka konkurencja obszarowa 102.67 km  /  182.54 km w czasie 1:15 z dwoma obszarami. Prognoza wróżyła podstawy do 1800 m i wiatr z zachodu 35 km/h. Pierwsza strefa oddalona była o około 35 km na zachód od lotniska.

Od samego początku dnia było bardzo burzowo. Cumulusy szybko rozbudowywały się pionowo. W oczekiwaniu na otwarcie startu lotnego dla Klubów-B, coraz trudniej było się wykręcić. Chmury bardzo szybko się rozrastały, występowały opady. Noszenia w rejonie lotniska powoli słabły, za sprawą tworzącego się altocumulsa. Jak najszybciej postanowiłem odejść na trasę. Pierwsza strefa oddalona była o około 35 km na zachód od lotniska pod wiatr. Najbliższą chmurą zaraz za linią startu był ekspresowo budujący się cumulonimbus. Lecąc po prostej, bardzo silne noszenie do 6-7 m/s w mgnieniu oka wywindowało mnie pod ołowianą podstawę 2400 metrów. Zaczął lać obfity deszcz, który później zamienił się w grad. Po wyjściu spod chmury, ujrzałem na dalszej drodze do punktu tylko jednego marnie wyglądającego cumulusa w odległości kilku kilometrów. Noszenie pod nim okazało się zbyt słabe, aby wykręcać się pod silny wiatr czołowy. Dalej już tylko blacha, zero chmur. Jako że miałem jeszcze duży zapas wysokości poleciałem po prostej kilkanaście kilometrów dzielących mnie od punktu. Gruby profil juniora, który nie lubi latania pod wiatr skutkował prawie stałym opadaniem -2 m/s. Od razu po nakłuciu obszaru znajdującego się na południe od Krotoszyna, odwróciłem się z wiatrem w kierunku następnego punktu zwrotnego. Miałem około 1200 m i po poprzednich chmurach nie było już śladu. Ich miejsce zajął długi wałek burzowy ciągnący się aż w kierunku drugiego punktu zwrotnego. Problemem było dolecieć do niego w dość silnych duszeniach. Na wysokości 600 m zameldowałem się pod wałkiem burzowym. Trafiłem dobry komin ok. 2,5 m/s średniego noszenia. Dokręciłem do 1700 i dalej lecąc w stałym wznoszeniu wzdłuż cumulonimbusa skierowałem się w kierunku drugiego punktu zwrotnego znajdującego się na wschód od Kalisza. Po zaliczeniu punktu po minimum, lusterko pokazywało mi że mam bezpieczny dolot +400. W pierwszej konkurencji obszarowej, po wczesnym odejściu udało się oblecieć 119 km trasy z prędkością 89.74 km/h z czasem minimalnego oblotu przekroczonym o 4 minuty. Oprócz mnie całą trasę obleciał jeszcze Astir CS z prędkością 67.59 km/h. Pozostała część klasy w polu. Ze względu na dużą ilość zaliczonych tego dnia lądowań przygodnych konkurencja była bardzo tania, zaledwie 207 pkt, jednak doświadczenie– bezcenne.

II konkurencja

Następny dzień przyniósł nam lepsze warunki. Zadanie: racing task 176 km z dwoma punktami zwrotnymi – Rydzyna pod Lesznem oraz Nowe Skalmierzyce kilka kilometrów na wschód od Ostrowa.

Silny wiatr – ok. 50 km/h sprzyjał tworzeniu się szlaków. Podstawy początkowo 1700 m i silne noszenia 3-4 m/s. Tego dnia ze względu na poszarpane noszenia starałem się trzymać wysoko i najlepiej w ogóle nie krążyć pod wiatr. Zaraz po zaliczeniu punktu zwrotnego spotkałem Alexa Banasia w 5K. Pracując zespołowo, z silnym wiatrem w plecy bardzo szybko dotarliśmy do drugiego punktu zwrotnego w Nowych Skalmierzycach. W dolocie dogonił nas Jantar KM Artura, Brawo BZ z Tomkiem Hornikiem i Krzysiek Kotarski na ASW. W jednej chwili, obok siebie do lądowania podchodziło 5 szybowców z Aeroklubu Nadwiślańskiego. Wylądowaliśmy tego dnia jako pierwsi.

Czekam na holówkę

Dzień był bardzo udany, udało mi się oblecieć zadanie z prędkością 74 km/h i wygrać drugą konkurencję z rzędu. Alex Banaś także zaliczył udany lot z prędkością 67 km/h co dało mu drugie miejsce. Prędkości nie były wysokie, jednak przy wietrze czołowym 50 km/h dla Juniora nie był to spacerek. W klubach-A Tomek Hornik zajął 4 miejsce, a Artur Łończuk zakończył konkurencję z 7 lokatą.

III konkurencja

Czwarty dzień przywitał nas pełnym pokryciem altocumulusa i chyba nikt za bardzo nie wierzył że rozegrana zostanie tego dnia konkurencja.

b

Kiedy zastanawialiśmy się czy dziś aquapark czy wyjście na miasto, przyszedł SMS z informacją – grid time o 14:00, lecimy! Altocumulus powoli zaczął się przepalać i pojawiło się okno pogodowe umożliwiające rozegranie krótkiej konkurencji.

Tego dnia dostaliśmy taski: obszarówka 97.01 km / 216.94 km w czasie 1:30. Podstawy około 1300 m i słabe noszenia, ok. 1-1,5 m/s. Na szczęście wiatr był dużo słabszy niż w poprzednich dniach. Wystartowaliśmy. Ze względu na późną porę nie zwlekałem z odejściem na trasę i o 16:01 przeciąłem linię startu. Pierwszy bok pod wiatr nie wróżył nic dobrego. Po dosyć długim przeskoku nie udało mi się znaleźć komina. Nie szukałem dalej tylko poleciałem do następnej chmury, gdzie widziałem już krążące 2 juniory. Pomyślałem – pewnie mają tam jakiś dobry komin to można szybciej polecić na przeskoku. Rozpędziłem Juniora do 140 km/h i szybko dołączyłem do krążących szybowców. Zrobiłem kilka kółek, po czym okazało się, że średnie noszenie w tym kominie wynosi „zabójcze” 0,5 m/s i to pod wiatr. Zdecydowałem się polecieć dalej i poszukać czegoś lepszego pod następną chmurą. Doleciałem do następnego cumulusa, a tam już przez całą długość rozległej chmury 3… do dołu.

W poszukiwaniu jakiegokolwiek noszenia zdążyłem spaść na 400 m. Tu już nie było wybrzydzania. Nie nosił skraj lasu, nie nosiły polany, poszarpany komin 0,4 m/s udało się znaleźć dopiero nad Biedronką w pobliskim miasteczku która jak zwykle nie zawiodła. Wyżebrane 1000 m pozwoliło mi na dolot pod kolejnego, cumulusa i zaliczenie po minimum pierwszego punktu. W tym miejscu popełniłem kluczowy błąd, bo będąc na ok. 1000 m zamiast dokręcić z wiatrem do podstawy, pogardziłem kominem 1 m/s i poleciałem dalej w kierunku drugiego punktu z myślą że coś tam się po drodze znajdzie lepszego. Leciałem a wysokość wciąż topniała. 800 m, pode mną Junior w polu. Będąc na 500 m. mijałem kolejną PW-5 w polu. Tego dnia o tej godzinie po prostu nic już nie chciało zabierać z niskiej wysokości 300 m. Po długiej walce w parterze, będąc spychanym przez wiatr w kierunku lotniska w końcu doczołgałem się na 200 m nad lotnisko. Nie zaliczyłem drugiej strefy i wylądowałem na lotnisku. Pomimo słabego wyniku tego dnia, utrzymałem się na prowadzeniu w totalu dzięki przewadze punktowej z poprzednich konkurencji. W klubach-A dobry lot zaliczył Tomek Hornik dające mu 7 miejsce tego dnia.

IV konkurencja

Następnego, piątego dnia nasz tasksetter, Jerzy Mierkiewicz prowadził odprawę ubrany w czarny
T-shirt z wielką trupią czaszką. To wróżyło co czeka nas na trasie w Klubach-B. Racing task 230 km, wielobok z 3 PZ Wschód-Zachód-Wschód.

DSC_2481
GŁ – ciekawe czy podwozie się już chowa 🙂

Po wystrzeleniu w powietrze nie mogłem się wykręcić wyżej niż 1100 m. Nasuwający się Altocumulus zaczął skutecznie tłumić noszenia dlatego też nie czekając dłużej odszedłem z wysokości ok. 1300 m w kierunku pierwszego PZ. Rozlane chmury nie napawały optymizmem. Starałem się trzymać wysoko i lecieć bardzo ostrożnie. Nad pierwszym punktem orzeł oznaczył mi komin w którym dokręciłem w końcu podstawę 1700 m. Zaliczyłem punkt i odbiłem trochę od kreski, żeby wejść pod coś co wyglądało na szlak nad pobliskimi lasami. Okazało się że tylko wyglądało, gdyż kominy występowały rzadko, były, wąskie i poszarpane. Noszenia max 2 m/s. Po przeleceniu w takich warunkach około 80 km i jednym zjeździe do 600 m, warunki zaczęły się widocznie wzmacniać. Szlak w końcu zaczął konkretnie nosić do 3-4 m/s. Po zaliczeniu drugiego punktu zwrotnego, który mieliśmy wspólny z Klubami-A czekała na mnie mała nagroda w postaci peletonu Jantarów, które lecąc chmarami znaczyły mi kominy. Lecąc z wiatrem pod szlakiem z klubami-A prawie w ogóle nie krążyłem przez 70 km. Szlak kończył się dokładnie na trzecim punkcie zwrotnym. Dokręciłem ile się da pod ostatnią chmurą osiągając 2000 m i czekał mnie dolot z wiatrem bocznym. Ze względu na dużą odległość od lotniska wynoszącą 47 km, zdecydowałem, że część tej trasy przelecę pod szlakiem którym wcześniej leciałem a później odbiję po prostej do lotniska. Gdy ponownie wleciałem pod szlak w przeciwnym kierunku, ktoś wyłączył termikę. Jeszcze kilka minut temu, w tym samym miejscu miałem stałe noszenie 2-3 m/s. Teraz też miałem 2-3 m/s tylko do dołu. Widząc że mam dolot na 0 odbiłem po prostej w kierunku lotniska. Po długim i stresującym dolocie w resztkach termiki udało się dojść do lotniska. Prędkość 66 km/h. –Mało – pomyślałem. Na ziemi stało kilka zagrajcarowanych juniorów. Myślałem że pewnie dużo szybciej udało im się oblecieć trasę skoro są już na ziemi na stojankach. Okazało się, że prawie połowa klubów-B w ogóle nie była w stanie odejść na trasę i wróciła na lotnisko. Altocumulus skutecznie wygasił noszenia. Pozostali którzy odeszli na trasę również wylądowali w polu. Tego dnia jako jedyny obleciałem całą trasę. Niestety, aby konkurencja była rozegrana, minimum 20% zawodników musi pokonać minimum około 90 km. Ten warunek nie został spełniony, dlatego konkurencja nie została zaliczona a mnie pozostało jedynie zadowolić się satysfakcja z lotu.

V konkurencja

Konkurencja wyścigowa z 2 PZ o długości 213 km. Ostrów – Zbarzewo na zachód od Leszna – Góra – Ostrów.

W powietrzu od razu petarda. Kominy 5 m/s i podstawa 2000 m. Czego chcieć więcej, razem z Alexem odeszliśmy na trasę. Szlaki, kominy 4-5 m/s, fala cumulusowa. Artur przed odejściem miał okazję wykorzystać przez chwilę to zjawisko. Do Leszna lot był całkiem przyjemny. Jednak za Lesznem warunki mocno osłabły, cumulusy się rozlewały, tworzyło się pełne pokrycie. Ciężko było znaleźć jakiekolwiek noszenie w drodze do Góry, na drugi punkt zwrotny. Musiałem dużo odbić od trasy żeby w końcu trafić w jakiś komin. Po zaliczeniu PZ udało się w końcu trafić 1 m/s nad Górą. Zameldowałem o tym kominie Alexowi. Po chwili przyleciał, a zaraz za nim cały peleton. Jako że byłem trochę wyżej od innych, zostawiłem to słabe noszenie i z 1000 m poleciałem w kierunku lotniska. Im bardziej na wschód, tym lepsze warunki. Dokręciłem dolot i po około 60 km prawie bez krążenia udało się dolecieć szybko do lotniska. Kto został z tyłu miał już tylko gorzej z pogodą. To była udana konkurencja, choć Astirowi CS udało się oblecieć ją trochę szybciej i byłem tego dnia drugi. Po tej konkurencji znacznie umocniłem swoją pozycję lidera.

W następnych dniach pogoda nie pozwoliła na rozegranie konkurencji i zawody finalnie zakończyłem na I miejscu. Bardzo dobre wyniki zajęli też nasi zawodnicy w klasie Klub-A, gdzie mimo ogromnej konkurencji i wielu znanych nazwisk udało się wywalczyć 6 miejsce Tomkowi Hornikowi, 15 miejsce Arturowi Łończukowi i 22-gie Krzyśka Kotarskiego na 49 zawodników.

Dużo nowych doświadczeń w zróżnicowanych warunkach, wspaniała atmosfera i pierwsza wygrana w zawodach szybowcowych zmotywowała mnie do jeszcze solidniejszego treningu w nadchodzącym sezonie i spróbowania swoich sił w wyższych klasach Klub-A i Standard. Chciałbym także podziękować Kubutkowi za zaangażowanie w organizację latania w Lisich i Jamajowi za solidne przygotowanie do latania zawodniczego.

Pudło


Więcej o Autorze



Komentarze są wyłączone.

Do góry ↑